OD KONFLIKTU DO POROZUMIENIA

     Polacy i Ukraińcy wkraczali w I wojnę światową obarczeni fatalną spuścizną, która miała zostać pogłębiona wojną polsko-ukraińską o Lwów. Wojną, która do tradycji polskiej wniosła złotą legendę orląt lwowskich; do tradycji zaś ukraińskiej gorzką świadomość, że Polska raz jeszcze stanęła na drodze Ukrainy do stworzenia niepodległego państwa.
     Pora odpowiedzieć na pytanie o istotę relacji, która w historii była udziałem Polaków i Ukraińców. Istotą tej relacji w naszym mniemaniu był problem partnerstwa. Partnerstwo zakłada, że żadna ze stron nie jest upośledzona czy niedoceniona, że każda jest równoprawnym współuczestnikiem, w tym wypadku, wydarzeń politycznych.

     Jeżeli czegoś brakowało w naszej historii, to właśnie takiego do siebie stosunku. Z polskiej strony stosunek do Ukrainy był nierozerwalnie związany z brakiem uznania jej podmiotowości. Mówiąc innymi słowami: uznania, że Ukraina jest czy może być subiektem historii, a nie jej obiektem. Ze strony ukraińskiej uznanie Polski za partnera przez całe stulecia było niemożliwe, ponieważ nie może być partnerem (przypominamy, że partnerstwo zakłada współuczestnictwo) ten, kto jest przeszkodą w dążeniu do podstawowych celów. W tym przypadku – stworzenia własnej państwowości ukraińskiej. Kto staje w poprzek temu celowi, może być tylko wrogiem.
     Zastanówmy się dlaczego nie doszło po polskiej stronie do zobaczenia w Ukrainie partnera? Złożyły się na to następujące czynniki:
     – po pierwsze, wielkie znaczenie miało funkcjonowanie w polskiej świadomości czegoś, co można określić “mitem Rzeczypospolitej”: państwa wielkiej tolerancji, wielonarodowego, wielokulturowego. Ten swoisty mit “złotego wieku” doprowadzał każdorazowo do negatywnej percepcji przez Polaków działań narodowowyzwoleńczych Ukraińców. Pojmowane były one zmiennie: bądź jako bunty wobec legalnej polskiej władzy, bądź też jako ślepe, żywiołowe niszczenie wszystkich i wszystkiego (stąd tak często pojawiający się termin “bunty kozackie” na określenie powstań na Ukrainie).
     W pewnej mierze mamy tu do czynienia ze schematem państwa kolonialnego. Oczywiście, rzeczywistość ówczesna była niezwykle skomplikowana, jednak wydaje się, że jeżeli chodzi o sam model zjawiska – to odpowiada on prawdzie. Mamy tu do czynienia z sytuacją, w której naród, znajdujący się w pozycji uprzywilejowanej, nie rozumie i nie akceptuje dążeń narodu w stosunku do niego upośledzonego;
     – po drugie, co nie mniej ważne, samo uznanie podmiotowości Ukrainy, w tym wypadku, wiązałoby się z utratą tytułu do polskiej obecności na niej. A przecież przez stulecia Ukraina stała się “mniejszą ojczyzną” dla wielu milionów Polaków: ziemią dziadów, pradziadów i wnuków. W ten sposób, paradoksalnie, Ukraina stawała się dla nich częścią Polski. Z grubsza biorąc te czynniki doprowadzały do sytuacji, w której idea niezależności państwowej Ukrainy była dla większości Polaków obca, a dla wielu wroga – zagrażająca ich stanowi posiadania i godząca w ich uczucia patriotyczne.
     To było również powodem, że choć od połowy XIX w. sączyła się wąska strużka Polaków-przyjaciół idei ukraińskiej, to jednak do czasów międzywojennego “Biuletynu Polsko-Ukraińskiego” nie były to środowiska wpływowe i odgrywały w polskim życiu politycznym rolę marginalną.
     Nacjonalizmy: polski i ukraiński z początku XX stulecia doprowadziły do sytuacji, w której porozumienie Petlura–Piłsudski było zawieszone w próżni.
     Z jednej strony Piłsudski nie znalazł w społeczeństwie polskim większego zrozumienia dla swojej idei federacji i porozumienia polsko-ukraińskiego.
     Z drugiej zaś umowa warszawska, dla Ukrainy niekorzystna (najbardziej aktywna politycznie część Ukrainy na podstawie tej umowy pozostać miała w granicach państwa polskiego – wszak granicą miał być Zbrucz), była dla społeczeństwa ukraińskiego zdradą interesów narodowych. Alians Petlury z Polakami był niemal zupełnie niezrozumiały (wydaje się, że działanie Petlury opierało się na przekonaniu, że lepiej mieć jakiekolwiek państwo niż w ogóle go nie mieć), w związku z czym nie mógł i nie stworzył żadnej politycznej tradycji, która orientowałaby się na Polskę.
     Refleksja nad porozumieniem Petlura–Piłsudski jest dla nas ważna z dwóch względów:
     – przede wszystkim dlatego, że po raz pierwszy w historii rząd polski uznał prawo narodu ukraińskiego do stworzenia własnego państwa, uznał jego podmiotowość, a co za tym idzie również po raz pierwszy dojrzał w nim partnera, z którym dla osiągnięcia wspólnych celów można się układać;
     – po drugie – i to jest ciemna strona tego wydarzenia – porozumienie to, a raczej jego militarne i polityczne fiasko doprowadziło do okrzepnięcia w społeczeństwie ukraińskim i wśród ukraińskich polityków stereotypu Polaka-jezuity, tj. przebiegłego, cynicznego gracza politycznego, który nawet kiedy przychodzi rozmawiać, to tylko po to, by cudzym kosztem załatwiać swoje partykularne interesy. Stereotyp ten zasadzony jest na traumatycznej nieufności wobec polskiej polityki. Postawa taka uniemożliwiała Ukraińcom dyferencjację polskich sił politycznych. Polska polityka XX-lecia międzywojennego nie respektując rezultatów międzynarodowych umów, dotyczących zachodniej Ukrainy (m.in. autonomia dla Galicji, utworzenie uniwersytetu ukraińskiego we Lwowie), pogłębiła taki właśnie stosunek Ukraińców do państwa polskiego. Również działalność środowiska skupionego wokół “Biuletynu Polsko-Ukraińskiego”, choć niezwykle cenna, nie mogła zmienić tej sytuacji. Z jednej strony dlatego, że pomimo prób nie stworzyła lobby, które mogłoby skutecznie wpływać na politykę państwa polskiego, a z drugiej dlatego, iż środowisko to wykrystalizowało się stosunkowo późno, w warunkach kiedy stosunki polsko-ukraińskie wewnątrz państwa polskiego były złe i ulegały stopniowemu pogorszeniu. Inicjatywa ta nie po raz ostatni w naszych dziejach okazała się spóźnioną, jak spóźnione były próby porozumienia polsko-ukraińskiego pod koniec i tuż po drugiej wojnie światowej. Próby te przychodziły wszak po krwawym konflikcie polsko-ukraińskim na Wołyniu, który jak żaden poprzedni zapadł urazem w świadomości Polaków.
     Od zakończenia II wojny światowej mówić o stosunkach bilateralnych polsko-ukraińskich praktycznie nie możemy. Jednak mieliśmy do czynienia (niestety, nie dzięki naszemu rozumowi czy rozsądkowi politycznemu, a dzięki pewnym niezależnym od nas wydarzeniom politycznym) z jakościowo odmienną sytuacją polityczną: podstawowe powody konfliktu polsko-ukraińskiego przestały istnieć. Zniknęła polska obecność na Ukrainie, głównym zaś problemem Ukraińców stała się walka o przetrwanie narodowe w obliczu narastającej sowietyzacji. Niemniej po obu stronach utrwaliło się stereotypowe myślenie o sobie. Myślenie – co wydaje się ważne – właściwe nie tylko szerokim masom społeczeństwa, lecz także jego elitom politycznym.
     Przełom w tym zakresie początkowo dokonuje się na emigracji, w środowiskach związanych z “Kulturą” paryską, “Suczasnistią”, później zaś z bodaj najlepszym pismem ukraińskim “Widnową”. Przeprowadzone są wspólne konferencje naukowe na temat stosunków polsko-ukraińskich. Powstaje Towarzystwo Polsko-Ukraińskie na emigracji.
     Natomiast w Polsce szansa na wizję polskiego myślenia o Ukrainie pojawia się wraz z powstaniem niezależnego obiegu wydawniczego. Palmę pierwszeństwa mają w tym względzie lubelskie “Spotkania”, które wprowadzają tematykę ukraińską na swoje łamy jeszcze w latach siedemdziesiątych.
     Wielkim przełomem okazały się i w tym przypadku lata 1980/81. “Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej” było raczej intuicją I zjazdu “Solidarności” niż wynikiem rzetelnej wiedzy o procesach, które zachodziły w sowieckim imperium. Niemniej to właśnie “Posłanie...” oraz pojawienie się w materiałach zjazdu “Solidarności” dokumentu dotyczącego mniejszości narodowych ułatwia podejmowanie tematyki polsko-ukraińskiej po stanie wojennym. Miejsce dla niej znajduje się w borykającej się z cenzurą prasie oficjalnej m.in. w “Tygodniku Powszechnym”, “Znaku”, “Więzi”, “Przeglądzie Powszechnym”, “Chrześcijaninie w Świecie”, jak i podziemnej. Tu powstają pisma, które w całości poświęcone są problematyce nowej koncepcji wschodniej polityki polskiej. Na dobre wspomnienie w tym miejscu zasługują “Nowa Koalicja”, “Obóz”, ABC”, “Międzymorze”.
     Wydarzeniem stała się książka Kazimierza Podlaskiego (Bohdana Skaradzińskiego) pt. “Białorusini, Litwini, Ukraińcy – nasi wrogowie czy bracia?” Pozycja ta w sposób zupełnie nowatorski, jak na owe czasy, formułuje cele polskiej polityki wschodniej. Książka ta zresztą doczekała się szybko przekładu na język ukraiński na Zachodzie. Tezą podstawową książki Podlaskiego było stwierdzenie, że tylko partnerskie ułożenie stosunków Polski z jej wschodnimi sąsiadami będzie rękojmią jej niepodległości.
     Wielokrotnie w historii przed Polakami i Ukraińcami stawała konieczność, bądź pojawiała się szansa porozumienia. Niestety, najczęściej szans tych nie wykorzystywano. Lecz nigdy dotąd nie było między nami tak mało kwestii spornych, a nic oprócz niewyobrażalnego konfliktu nie jest w stanie zmienić faktu sąsiedztwa dwu naszych narodów. Dobre stosunki Polski z Ukrainą są szansą na korzystną współpracę gospodarczą, kulturalną i polityczną. Dla Ukrainy zaś dobrosąsiedzkie stosunki z Polską ugruntowują jej suwerenność na arenie międzynarodowej, a poza tym ukraińska droga do Europy, co podkreślał niejednokrotnie Iwan Dracz, najprościej wiedzie przez Polskę. Pomimo trudności, których obecnie jesteśmy świadkami, ciągle jeszcze mamy szansę na porozumienie. Nasza przyszłość być może pierwszy raz od paru stuleci znajduje się w naszych rękach. Tylko nasz wspólny wysiłek będzie w stanie przełamać fatalizm naszej historii. Mamy szansę – czy uda się nam jej nie zmarnować?

Bogumiła Berdychowska

 

HEROSI SPOD ZNAKU WILCZURA

Opowieść pierwsza
Osoby:
     1. Edward Prus – profesor Uniwersytetu Śląskiego, znany jako autor prac o wymowie antyukraińskiej “Władyka Świętojurski”, “Herosi spod znaku tryzuba”, “Atamania UPA” (wydane w latach 1985–87 przez Wydawnictwo OPZZ).
     Wszystkie jego prace charakteryzuje nieobiektywność, manipulacja danymi historycznymi – pisze dr Tadeusz Andrzej Olszański, publicysta zajmujący się problemami stosunków polsko-ukraińskich.
     2. Jacek E. Wilczur – dawniej bliski współpracownik Kazimierza Kąkola, szefa Urzędu d/s Wyznań, członek Głównej Komisji do Badania Zbrodni na Narodzie Polskim. Człowiek starego establishmentu, o dość nieklarownej przeszłości.
3. Jerzy Śląski, obecnie redaktor naczelny “Polski Zbrojnej”. Dawniej PAXowiec, jeden z najbliższych współpracowników Bolesława Piaseckiego, w środowisku dziennikarskim uważany za skrajnego nacjonalistę.

     Od końca ubiegłego roku krąży po kraju polska wersja dokumentu – Uchwały Krajowego Prowydu (!) Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (datowana 22 czerwca 1990). Dokument opatrzony jest dopiskiem “Ściśle tajne, państwowej wagi”.
     Nasza propaganda winna iść w kierunku wskazania – czytamy – że to nie “Solidarność” lecz UPA była siłą sprawczą, która zainspirowała siły antykomunistyczne do działania. Pełne zaufanie do antyrosyjskiej polityki Ukrainy umożliwi nam działanie w kierunku osłabienia Polski i podporządkowania państwa polskiego ukraińskim interesom narodowym. Zależy nam na osłabieniu wewnętrznym i międzynarodowym Polski, na tym żeby w Polsce istniała słaba Służba Bezpieczeństwa, a w niej ludzie nam życzliwi, słaby kontrwywiad, nieliczna armia.
     Samostijna Ukraina ma wejść w kontakt z Niemcami, doprowadzając do kolejnego rozbioru Polski. Poza tym OUN przygotowuje eksterminację ludności polskiej.
     Całości dokumentu nikt nie widział, znane są jedynie jego fragmenty, kolportowane wraz z omówieniem osoby podpisującej się inicjałami E.P. W końcu ubiegłego roku w takiej formie dokument pojawił się w Parlamencie.
     E.P. – wszystkie ślady prowadzą do Edwarda Prusa. Jest on przypuszczalnym autorem omawianego tu opracowania – stwierdza Tadeusz Olszański. Zwraca też uwagę, że Prus powołuje się we “Władyce” na liczne dokumenty znajdujące się w archiwach lwowskich, które do ubiegłego roku nie były udostępniane nawet badaczom sowieckim, z wyjątkiem tych nielicznych, rekomendowanych przez organy bezpieczeństwa państwowego. Jeśli więc Prus rzeczywiście uzyskał dostęp do tych materiałów, nasuwa to dość nieprzyjemne podejrzenia co do jego osoby. I choć można kwestionować zasadność publicznego referowania podejrzeń, których prawdziwości nie można udowodnić, okoliczność, że dr (już profesor – J.K.) jest obecnie konsultantem d/s ukraińskich Urzędu Ochrony Państwa na Śląsku nie pozwala ich przemilczeć.
     12 kwietnia tego roku, w “Magazynie Tygodniowym Polski Zbrojnej” (red. naczelny Jerzy Śląski) ukazały się fragmenty tego samego dokumentu OUN, z komentarzem Jacka E. Wilczura. Opublikowanie tej Uchwały w gazecie podniosło jej rangę polityczną (do tej pory funkcjonowała jako druk ulotny) i rozszerzyło jej zakres oddziaływania (jest ona szeroko kolportowana wśród Polaków na Ukrainie, szczególnie we Lwowie).
     Wszystko zaś wskazuje, że opisywany przez obu panów dokument w ogóle nie istnieje:
     – żadna z organizacji, posługujących się nazwą Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów nie ma nazwy Krajowyj Prowid;
     – żadna z tych organizacji nie obradowała latem (poza tym jedne opracowania podają datę ukazania się dokumentu 22 czerwca, inne 22 lipca);
     – dziennikarze i naukowcy polscy, zajmujący się zagadnieniami Ukrainy podkreślają, że nigdy nie zetknęli się z ukraińskim tekstem “uchwały”;
     – przedstawione postulaty nie figurują w większości w najbardziej nawet skrajnych programach ukraińskich nacjonalistów;
     – w wersji “parlamentarnej” była sugestia, że Tadeusz Mazowiecki, wtedy jeszcze urzędujący premier, sprzyja OUN. Podobne insynuacje dotyczą Adama Michnika, “Tygodnika Powszechnego”. To, że Wilczur nie umieścił tego fragmentu w opracowaniu w “Polsce Zbrojnej”, sugeruje, że nie był przekonany o autentyczności tego dokumentu.
     – My nie wierzymy, że ta organizacja (OUN – J.K.) już nie istnieje, choć są tacy, którzy mówią, że została podzielona, – tłumaczył w lipcu dziennikarzowi Radia Wolna Europa Wilczur, – nie było powodu twierdzić, że jest (ten dokument) nieprawdziwy.
     – Zauważyłem, że dźwięk pańskiego nazwiska wywołuje niechęć moich rozmówców, – tłumaczył dziennikarz RWE, – Mówią wtedy: “To człowiek starego establishmentu, o dość bujnej przeszłości...”
     – Moja bujna przeszłość to służba Polsce od 15 roku życia, w AK i BCh. Zarzucają mi, że byłem w partii, ja nic sobie do zarzucenia nie mam.

Opowieść druga
Osoby:
     1. Edward Prus
     2. Włodzimierz Mokry, poseł na Sejm X kadencji, Ukrainiec, laureat Fundacji im. Jana Pawła II za działalność na rzecz poznania chrześcijańskich korzeni kultury ukraińskiej oraz na rzecz zrozumienia polsko-ukraińskiego.

     5 marca 1990 r. w katowickim tygodniku “Tak i Nie” ukazał się tekst Edwarda Prusa “Za San”. Nacjonaliści ukraińscy przyjęli poglądy “etnograficzne” Stalina. Na Hitlerze się zawiedli, choć mu wiernie służyli... W świetle głoszonych zamiarów rewizjonistycznych i rewindykacyjnych, Polska nie może być zainteresowana istnieniem samoistnej Ukrainy, niezależnej od Moskwy i Związku Radzieckiego.
     Cały tekst utrzymany jest w tonie cytowanych fragmentów. Ponadto Prus oskarżył posła W. Mokrego o ścisłą współpracę z opisywanymi przez siebie nacjonalistami.
     Poseł Mokry wniósł sprawę do sądu. Oskarżam – pisał – Edwarda Prusa o to, że działając w celu poniżenia mnie w opinii publicznej i narażenia mnie na utratę zaufania, potrzebnego do sprawowania mandatu posła opublikował artykuł, w którym rozgłaszał nieprawdziwy zarzut o mojej współpracy ze skrajnie nacjonalistycznymi organizacjami ukraińskimi.
     Sąd Rejonowy w Katowicach uznał sprawę za przedawnioną, poseł Mokry 23 września wniósł odwołanie.
     Edward Prus zaś wystosował list do marszałka Sejmu, z prośbą o przywołanie posła Mokrego do porządku. Do listu dołączył kopię tekstu z “Polski Zbrojnej”. Czy miało to sugerować, w jakiej materii pracuje poseł Mokry?...

Opowieść trzecia
Osoby:
     1. Hieronim Wawrzyński, zastępca red. naczelnego białostockiej popołudniówki “Kurier Podlaski”.
     2. Włodzimierz Mokry

     H. Wawrzyński opublikował 27 lipca 1990 r., dwa tygodnie po ogłoszeniu przez Ukrainę suwerenności, tekst pt. “Duch Bandery żyje”. Tekst okazał się nie tylko objawem ksenofobii – pisał kilka dni później niezależny “Kurier Poranny” – ale także ordynarnym plagiatem, a nawet więcej, bo tekst został przepisany żywcem... z tekstu Edwarda Prusa “Za San”.
     Tak więc poseł Mokry podał do sądu pana Wawrzyńskiego, pisząc w oskarżeniu dokładnie to samo, co w przypadku Prusa (nb. poseł Mokry był również oskarżony o sympatie nacjonalistyczne w falsyfikacie dokumentu OUN).

* * *

     Zawsze główną wytyczną radzieckiej polityki zagranicznej było poróżnianie narodów Europy Wschodniej. Sowieci doskonale zdawali sobie sprawę, że bez Ukrainy przestaną być potęgą, że wyzwolenie narodów podcina skrzydła komunizmu.
     – Niepodległość narodów Europy Wschodniej burzy konstrukcję myślową również komunistów polskich – mówi poseł Mokry – burzy ich polityczną perspektywę. Oni przyzwyczaili się do kontaktów z Moskwą. Dawała im wsparcie. Trudno mi mówić, czy polscy komuniści działają w porozumieniu z politykami w Moskwie, ale na pewno realizują linię, którą realizowała Moskwa. Zresztą ukraińscy komuniści pisywali nie mniej oszczercze artykuły o niepodległościowych działaczach ukraińskich.
     Manipulowanie polską opinią publiczną, przeciwstawianie sobie narodów zniewolonych przez Sowiety, skrywa się pod maską nacjonalizmu. Ta “uduchowiona” miłość ojczyzny jest jednak w istocie rzeczy prosowiecką polityką imperialną, sprzeczną z polską racją stanu. Polscy tzw. byli komuniści – wykorzystując nieuchronnie pojawiające się, wraz z uzyskaniem niepodległości, tendencje nacjonalistyczne – chcą ratować resztkę imperium, ratować siebie.
     Czerpią nie tylko z komunizmu. Trzeba pamiętać, że wiele haseł przejęli od przedwojennej endecji. Wtedy sojusz z Rosją miał być gwarantem stabilności państwa i ochroną przed Niemcami. Dziś – analizując działalność komunistów – ma być podobnie.

Joanna Kluzik

 

     Jeśli idzie o niepodległość Ukrainy, to jest to zjawisko historyczne, które ma dla nas ogromne znaczenie. Rzadko chwalę rząd polski, ale było to znakomite posunięcie, że Polska pierwsza uznała niepodległość Ukrainy. Posunięcie to, zrobiło niezmiernie duże i pozytywne wrażenie jeśli idzie o Ukraińców, także i w opinii światowej.
     Niebezpieczeństwem jest, że zaczynają pojawiać się skrajne grupki nacjonalistyczne, na szczęście do tej pory bardzo nieliczne, na Ukrainie o nastawieniu antypolskim. To głównie ma miejsce we Lwowie, w dawnej Małopolsce Wschodniej. Są to rzeczy na dłuższą metę niebezpieczne, tym bardziej, że podobne zjawiska występują również w Polsce. Jest cały szereg zupełnie niepoczytalnych wystąpień, też bardzo nielicznych grupek, ale które robią fatalne wrażenie. Możemy to traktować niepoważnie gdyż orientujemy się, że te grupki rzeczywiście są bardzo słabe i działają na pograniczu krzyku. Natomiast trzeba pamiętać, że nasi sąsiedzi ciągle są pełni nieufności w stosunku do nas, we wszystkim dopatrują się polskiego imperializmu.

Jerzy Giedroyć

(Ze spotkania w paryskim Centrum Dialogu, 06.12.1992 r.)

 


O NIEPODLEGŁOŚCI UKRAINY 
W UNIWERSYTECIE JAGIELLOŃSKIM

     Instytut Filologii Wschodniosłowiańskiej i Instytut Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz działająca w Krakowie Fundacja św. Włodzimierza, zorganizowały w dniach 6–8 maja 1991 roku międzynarodową sesję naukową “Niepodległościowe dążenia Ukraińców w XX wieku”. Sesja trwała trzy dni a jej obrady cieszyły się dużym zainteresowaniem zarówno słuchaczy, jak i środków masowego przekazu. Nie tylko prasa krakowska, lecz i centralna, a także radio i telewizja szeroko informowały o tym ciekawym polsko-ukraińskim spotkaniu.

     Sesję otworzył i w imieniu Rektora UJ pozdrowił zebranych dziekan Wydziału Filologicznego, prof. Franciszek Ziejka. Miłym akcentem było odczytanie pozdrowienia, przekazanego przez Przewodniczącego Rady Najwyższej Ukrainy Leonida Krawczuka, który życzył uczestnikom sesji owocnych obrad.
     W sesji udział wzięli nie tylko naukowcy z Krakowa, Warszawy, Gadańska i Białegostoku, lecz również naukowcy i działacze społeczno-polityczni z Kijowa, Lwowa, Doniecka i Dnipropetrowska, a także z Francji i Kanady. Na sesję przybył również znany dysydent ukraiński, wybitny matematyk i filolog – dr Leonid Pluszcz, obecnie mieszkający we Francji. Szczególne znaczenie sesji podkreślał udział deputowanych do Rady Najwyższej Ukrainy – Hennadija Masluka i Wadyma Bojki, a także przewodniczącego Rady Kolegiów Narodowego Ruchu Ukrainy – Wołodymyra Mulawy z Kijowa i przewodniczącego Lwowskiej Organizacji Narodowego Ruchu Ukrainy – prof. Lubomyra Senyka.
     Referaty – w sumie wygłoszono ich około 30 – traktowały zarówno o niepodległościowych dążeniach Ukraińców w przeszłości (od przełomu XIX i XX wieku, poprzez okres międzywojenny, aż po lata osiemdziesiąte), jak również o aktualnej sytuacji politycznej na Ukrainie i miejscu Ukrainy we współczesnej Europie, oraz o niepodległościowych dążeniach narodu ukraińskiego w literaturze ukraińskiej i polskiej.
     Jest rzeczą oczywistą, iż najwięcej uwagi poświęcono zagadnieniom współczesnym. Stąd też sesję otworzył prof. Jerzy Damrosz z Warszawy referatem “Miejsce Ukrainy na nowej politycznej mapie Europy”. Dużym zainteresowaniem cieszyły się referaty dotyczące działalności Narodowego Ruchu Ukrainy i różnych nowych partii politycznych oraz ich koncepcji suwerennego państwa ukraińskiego, a także działalności ukraińskiego parlamentu, który już 16 lipca 1990 r. ogłosił Deklarację o państwowej suwerenności Ukrainy. Na osobne podkreślenie zasługują trzy interesujące referaty, przygotowane na sesję przez studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego i Gdańskiego.
     Żywy przebieg miała dyskusja panelowa poświęcona współczesnej sytuacji politycznej na Ukrainie oraz kwestii stosunków polsko-ukraińskich. Udział w niej wzięli prof. Władysław Serczyk, dr Leonid Pluszcz, prof. Lubomyr Senyk oraz Leszek Mazepa z Lwowskiego Towarzystwa Miłośników Kultury Polskiej i prof. Andrzej Kawczak z Montrealu.
     Trzydniową sesję – referatem “Wasyla Stusa droga do niepodległej Ukrainy” – zakończył dr Włodzimierz Mokry, który jednocześnie w imieniu organizatorów podziękował wszystkim uczestnikom za niezwykle ciekawe referaty, twórczą wymianę poglądów i żywą dyskusję.
     Z okazji sesji zorganizowano imprezy towarzyszące. Ukrainoznawcze Koło Naukowe Studentów UJ przygotowało wystawę “Ukraina w niezależnych wydawnictwach polskich”. Po raz pierwszy publicznie pokazano film “Jaworzno”, zrealizowany na zamówienie Fundacji św. Włodzimierza i poświęcony tragicznemu losowi Ukraińców więzionych w latach 1947–49 w obozie koncentracyjnym w Jaworznie. Na zakończenie obrad sesji w auli Collegium Novum odbył się koncert Chóru Akademickiego UJ.
     Ogromne zainteresowanie sesją przeszło wszelkie oczekiwania. Sesja “Niepodległościowe dążenia Ukraińców w XX wieku” przyczyni się niewątpliwie do lepszego wzajemnego zrozumienia między Polakami i Ukraińcami, do budowy wzajemnych dobrosąsiedzkich stosunków polsko-ukraińskich. Jej znaczenia nie da się przecenić w obliczu wydarzeń, które nastąpiły już w kilka miesięcy po sesji – 24 sierpnia 1991 r. Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła uchwałę o wyjściu Ukrainy ze składu Związku Radzieckiego i ogłosiła Ukrainę niepodległym państwem, grudniowe referendum, głosem przeważającej większości obywateli Ukrainy potwierdziło tę decyzję.

Bożena Zinkiewicz-Tomanek

 

ORĘDOWNICY SPRAWY UKRAIŃSKIEJ

     Przed dwoma miesiącami pisaliśmy w tym miejscu, o ukrainistyce krakowskiej jako o otwartym właśnie nowym kierunku w systemie studiów slawistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. W artykule zwrócono przede wszystkim uwagę na fakt niespodziewanie dużego zainteresowania tą sekcją filologiczną wśród tegorocznych absolwentów polskich szkół średnich, przy czym uwypuklono zwłaszcza ten moment, iż chociaż rekrutacja na dany kierunek studiów słowianoznawczych ogłoszona była w ośrodku uniwersyteckim po raz pierwszy po II wojnie światowej, istniały tu przecież przez cały ten czas tak możliwości indywidualnego studiowania tego przedmiotu jak i uzyskiwania stosownych kwalifikacji na różnych poziomach uniwersyteckiej edukacji.

     Dziś natomiast dorzucić warto do tamtych konstatacji garść szczegółów z życia tego uniwersyteckiego środowiska potwierdzających zasadność głównej tezy artykułu “Ukrainistyka w Krakowie” o ciągłości zamierzeń i dokonań krakowskiego ukrainoznawstwa wcale nie tylko dydaktyczno-szkoleniowej natury. lecz także poważnych całkiem naukowych i naukowo-organizacyjnych przedsięwzięć. Oto bowiem na dwa tygodnie po rozpoczęciu zajęć akademickich na I roku nowego kierunku w tejże samej uczelni miała miejsce sesja naukowa zorganizowana przez Komisję Słowianoznawstwa Oddziału PAN w Krakowie przy współudziale UJ oraz pomocy – krakowskiej także – Fundacji kulturalnej im. św. Włodzimierza w 50-tą rocznicę śmierci właściwego twórcy tutejszej ukrainistyki historyczno-literackiej niegdyś lektora, potem profesora literatury ukraińskiej, równocześnie wybitnego poety i powieściopisarza oraz działacza na niwie zbliżenia ukraińsko-polskiego i senatora RP ostatniej przedwojennej kadencji, Bohdana Łepkiego. W przedstawionych na sesji referatach pokazano tak różne aspekty osobowości i dzieła twórczego profesora Łepkiego, jak i przejawy współczesnej recepcji tego dzieła w kulturze ukraińskiej i polskiej. Nieco zaś wcześniej, bo w ostatnich dniach września br. z udziałem polskich znawców literatury ukraińskiej, w tym także krakowskich, odbyła się inna, mająca znacznie szerszy charakter i zasięg międzynarodowa sekcja naukowa o tematyce polonistyczno-ukrainoznawczej. We Lwowie mianowicie, potem także w Karpatach Wschodnich, na Huculszczyźnie, we wsi Krzyworównia, koło Werchowiny, dawnego Żabia, toczyły się obrady sympozjum poświęconego piewcy-epikowi “Atlantydy huculskiej”, autorowi cyklu “Na wysokiej połoninie”, Stanisławowi Vincenzowi.
     Działo się to z udziałem tak autorów z Polski i Ukraińców z Ukrainy, jak i specjalistów z Wiednia, Lozanny, Heidelbergu i Paryża. Była to pierwsza poza krajem impreza vincenzologiczna tej rangi (w Polsce odbyło się już kilka tego typu przedsięwzięć, a ich wynikiem są będące obecnie w druku dwa tomy studiów i dwa opracowania monograficzne temu pisarzowi poświęcone) i to zorganizowana przez Ukraińców u siebie, staraniem Uniwersytetu Lwowskiego i tamtejszego Klubu Inteligencji Greckokatolickiej, czyli w kraju, z którego pisarz wyrósł, skąd uciekł w roku 1940, by potem, via Węgry i Austrię (właśnie niedawno krakowska oficyna “Znak” wydała sumującą te doświadczenia życiowe S. Vincenza jego książkę “Dialogi z Sowietami”), udać się na swoją francusko-szwajcarską emigrację, kraju, któremu wystawił pomnik w swoim dziele artystycznym. A także ten moment, że pisarstwo Vincenza, pamięć o nim, oddziaływanie jego myśli filozoficznej oraz sztuki narracyjnej (w Krakowie przecież działa jury nagrody literackiej ufundowanej przez rodzinę pisarza za twórczość w duchu autora cyklu “Na wysokiej połoninie), będzie mogło objąć obecnie już nie tylko kraj czy te regiony Europy, gdzie po roku 1940 żył i tworzył, ale także Ukrainę, jego “małą ojczyznę”.



Uczestnicy, zorganizowanej we wrześniu 1991 r., pierwszej na Ukrainie sesji naukowej, poświęconej
 Stanisławowi Vincenzowi, rozpoczętej 
w Uniwersytecie we Lwowie i zakończonej 
w Krzyworówni, a więc w regionie Żabia, gdzie zlokalizowana została akcja cyklu epickiego 
“Na wysokiej połoninie”. W Krzyworówni pod izbą pamięci i pomnikiem Kameniara – Iwana Franki, 
który (podobnie jak Rodzina Vincenzów) wierzył 
w siłę ducha. Stoją m.in. pani Barbara Vincenz
i profesorzy Andrzej Vincenz, Ryszard Łużny, Petro Marbach, Myrosław Komaryneć, Iwan Hreczko (organizator sesji).



Prof. Andrzej Vincenz i prorektor Uniwersytetu Lwowskiego Roman Mokryk w Centrum Ukraińskiej Nauki i Kultury przy Fundacji św. Włodzimierza 
w Krakowie

     O pisarzu samym oraz o jego dziele będzie się pewno w Krakowie pisać i mówić wkrótce więcej. Oto w połowie grudnia staraniem tych samych środowisk i placówek naukowych, odbędzie s kolejna, tym razem czysto polonistyczna i polska wprawdzie, ale siłą rzeczy także “ukrainoznawcza” i “krakowska” równocześnie, impreza vincenzologiczna. Organizowana przez Komisję Historyczno-Literacką Oddziału PAN w Krakowie przy współpracy Instytutu Polonistyki UJ oraz środowisk pisarskich naszego miasta, sesja stanowić będzie nie tylko naukową, ale też bardziej uroczystą okazję do przypomnienia – właśnie w 20-lecie śmierci pisarza-emigranta (w tejże samej Lozannie zmarła także ostatnio jego żona Irena) – drogi twórczej Stanisława Vincenza oraz jego wkładu w życie kulturalne Polski lat powojennych, i to właśnie w nawiązaniu do faktu sprowadzenia prochów ich obojga, Stanisława i Ireny, do kraju, na krakowski cmentarz Salwatorski. 
     Czyż mamy lub mieć będziemy lepszych patronów-orędowników spraw nie tylko ukraińskich i polskich, ale też wzajemnych obustronnych relacji oraz powiązań, zależności i konfliktów między dwoma narodami i kulturami, zwłaszcza widzianymi i odbieranymi z perspektywy krakowskiej, niż ci dwaj: Bohdan Łepki i Stanisław Vincenz?

Ryszard Łużny

     Tekst prof. R. Łużnego – kierownika Zakładu Filologii Ukraińskiej UJ, zamieszczony na uniwersyteckiej stronicy “Dziennika Polskiego” 1991/278 drukujemy jako zapowiedź tekstów popularyzujących prace wszystkich współtwórców krakowskiej ukrainistyki. Będzie nam zatem chodzić o przedstawienie (już od następnego numeru) teraźniejszego obrazu ukrainistyki współtworzonego przez takich uczonych – wykładowców jak: prof. R. Łużny, dyr. Instytutu Filologii Wschodnio-Słowiańskiej prof. Wiesław Witkowski, dr Bożena Zinkiewicz-Tomankowa, dr Halina Strelczuk, dr Eulalia Papla, doktorzy Adam Fałowski, Bogdan Sendero, Janusz Kaczmarczyk, Jarosław Moklak, Włodzimierz Mokry oraz o takich ich mistrzach jak: T. Lehr-Spławiński, J. Janów, W. Jakubowski. W prezentowanym zaś pierwszym numerze “Miż susidamy”, postawiliśmy akcent głównie na przyszłość, na naszą rokującą duże nadzieje młodzież studencką, coraz aktywniej zgłębiającą kulturę Ukrainy i ukrainistyczne tradycje w Krakowie.

 



KRAKOWSKIE LOTY “BIAŁEGO PTAKA”

 

     “Wybiegamy myślą w przyszłość. Łapiemy każdą okazję, by pomóc szkole, podnieść jej standard. Ułatwić młodzieży start w dorosłe życie a nawet otworzyć drogi do przyszłej kariery zawodowej” – mówi dyrektor VI Liceum Ogólnokształcącego im. A. Mickiewicza Adolf Korzec.
     Oto najświeższy przykład potwierdzający te starania. W szkole pojawił się gość z Ukrainy, pisarz Leonid Czałdranian, prezes Międzynarodowego Towarzystwa “Biały Ptak”, które zajmuje się rozwijaniem współpracy kulturalnej i ekologicznej między Polską a Ukrainą. Przyszedł z konkretną propozycją – utworzenia w VI LO klasy z językiem ukraińskim. “Biały Ptak” opłaci nauczyciela, opracuje program, dostarczy podręczniki i pomoce naukowe. Merytoryczną opiekę i pomoc gwarantuje również dr Włodzimierz Mokry, wykładowca filologii ukraińskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dyrektor Korzec nie namyślał się długo i powiedział tak. Pomysł zaakceptowali rodzice, nauczyciele i Kuratorium. W końcu Ukraina to teraz nasz samodzielny sąsiad po wschodniej stronie i zarówno polskiej gospodarce jak i polityce przydadzą się specjaliści znający język ukraiński. Przygotowania rozpoczęto natychmiast. Pierwsza klasa ruszy od września przyszłego roku. Oprócz 6 godzin tygodniowo języka ukraińskiego młodzież będzie miała również 6 godzin języka angielskiego.

Ewa Smędereży







Spis treści — Зміст