Lilia Szewcowa
Ukraina - punkt zwrotny

Pomówmy teraz o faktycznych źródłach załamania się relacji między Rosją i Zachodem. Punktem przełomowym był rok 2004 – rok “pomarańczowej rewolucji na Ukrainie. Wyjście Ukraińców na Majdan było szokiem dla rosyjskiej elity rządzącej, która nagle uświadomiła sobie, iż niema żadnych gwarancji, że analogiczne wydarzenia nie powtórzą się w Rosji. Tym bardziej, że Ukraina zawsze uważana była w Rosji za jej prowincję. To właśnie Ukraina była jedną z przyczyn załamania się stosunków Rosji i Zachodu, “uruchomiła” pozostałe czynniki, w tym te od dawna uśpione, które generują napięcie. Uzewnętrznione niezadowolenie Kremla Zachodem w momencie “pomarańczowej rewolucji” miało swoje podstawy geopolityczne. “Zachód poprzez Ukrainę zbliżył się do granic Rosji, zaczął grę na jej podwórku” – do takiego wniosku doszła rosyjska elita rządząca. Trudno powiedzieć na ile na Kremlu wierzono, iż to Zachód wyprowadził naród na Majdan kijowski. Jeżeli faktycznie na Kremlu tak myślano, jest to wyłącznie dowód braku zrozumienia rzeczywistych procesów zachodzących na Ukrainie. Choć może wydawać się to dziwnym, w okresie bezpośrednio poprzedzającym “pomarańczową rewolucję”, a także w czasie samej rewolucji w 2004 roku, zakres pomocy zachodniej dla Ukrainy był mniejszy niż w latach poprzednich. Dla przykładu, w 1998 roku USA przeznaczyły dla Ukrainy 360,24 mln USD, a w 2003 roku – 178,16 mln, w 2004 roku jeszcze mniej – 144,82 mln. Większa część tych środków została przeznaczona na wsparcie rozwoju gospodarczego, pomoc humanitarną i współpracę przy rozwiązywaniu problemów ukraińskiego bezpieczeństwa. Tylko nieznaczna część – mniej niż jedna trzecia całej pomocy – została przeznaczona na “demokratyzację rządzenia”. Powyższe dane przeczą tezie, zgodnie z którą Ameryka dokonała masowych transferów finansowych na Ukrainę w przededniu wyborów. Wszystko wskazuje na to, iż Rosja wydała znacznie więcej pieniędzy aby wesprzeć siły pro kremlowskie na Ukrainie i opłacić usługi kosztujących fortunę rosyjskich technologów politycznych, pracujących na rzecz tychże sił. Jednak żadne pieniądze tym siłom nie pomogły ! Istniały bowiem, inne wewnętrzne powody, które doprowadziły do wybuchu w państwie. Decydującym czynnikiem wewnątrzpolitycznym, który najprawdopodobniej odegrał tu rolę detonatora, było bezpośrednie mieszanie się Moskwy w wybory prezydenckie na Ukrainie, w tym osobiste prezydenta Putina.

Rosyjska klasa polityczna i jej liderzy ponieśli klęskę na Ukrainie. De facto utracili najbliższy, a także można powiedzieć, najważniejszy obszar swoich wpływów, zważywszy na potrzebę utrzymania tradycyjnego państwa rosyjskiego. Kreml nie był wstanie znieść zaistniałej sytuacji. To było coś gorszego niż utrata terytorium. To była utrata wiary w siebie i w swoją przyszłość. To był osobisty cios dla Putina, którego nie zapomniał, o czym świadczą zarówno ciągłe “wojny gazowe” Rosji z Ukrainą jak i jego osobisty i bezpośredni w nich udział.

Zwrot Ukrainy ku Zachodowi był postrzegany przez rosyjską ekipę rządzącą jak podkładanie miny z opóźnionym zapłonem pod fundamenty państwa rosyjskiego. Od tego momentu nie cichnie potężny chór, który ostrzega zarówno Ukrainę, jak i Zachód: “Ukraina to ostatnia rubież. Ukraina w NATO – to wojna !”. Zrozumiałym jest dlaczego Kreml i rosyjska klasa polityczna tak straszą Ukrainą w NATO. Sytuacja taka oznacza nie tylko poszerzenie sfery bezpieczeństwa Zachodu ( akurat ten fakt Kreml niezbyt niepokoi ), ale również poszerzenie obszaru demokracji i prawa cywilizacji zachodniej. Z tą cywilizacją zaś Rosja nie jest wstanie konkurować. Jeżeli Ukraina faktycznie ostanie się jako państwo demokratycznie i prawne, będzie to na tyle dużym wyzwaniem dla systemu rosyjskiego, który wciąż tkwi w przeszłości, na które Rosja nie będzie wstanie odpowiedzieć.

Rosyjska elita nie szczędzi głośnych deklaracji, aby przekonać Zachód, iż Ukrainy nie odda i aby potwierdzić swoje prawo weta odnośnie wyboru przez Ukrainę własnej drogi rozwoju. Pomyłki, błędy i nieustanne kłótnie w łonie elity ukraińskiej rodzą wśród rosyjskich polityków nieskrywaną satysfakcję: “Bez nas nie dacie rady ! Bez nas zginiecie !”. Zew swej strony oficjalna Moskwa robi wszystko aby postawić Ukrainę przed dylematem: albo – albo, tzn. albo Rosja, albo Zachód. Narzucany Ukrainie z zewnątrz wybór dzieli ukraińskie społeczeństwo, które wciąż mocno zsowietyzowane z trudem przeżywa swoje oddzielenie od Rosji.

Moskwa aktywnie wykorzystuje “czynnik gazowy”. Dwukrotnie zaprzestając dostaw gazu na Ukrainę ( w 2006 i 2009 roku ) chciała pokazać, iż z Rosją nie należy żartować. W trakcie konfliktów gazowych między Moskwą a Kijowem na zewnątrz wszystko wyglądało jak spór handlowy, w którym racja stała po stronie Moskwy udowadniającej, iż za pobrany z Rosji gaz należy płacić, a długi powinno się oddawać. W czasie ostatniej “wojny gazowej” rosyjscy, a także niektórzy zachodni eksperci obarczali całą winą wyłącznie Kijów, który co trzeba przyznać, nie zawsze postępował w sposób logiczny i zrozumiały. Jednak w swoim dążeniu do zaostrzenia sytuacji, bez refleksji nad konsekwencjami, Moskwa przegrała i sama dała dowody świadczące o tym, iż w konflikcie z Kijowem chodzi głównie o cele polityczne. Nie jest zbyt trudnym poznanie ich istoty: strona rosyjska, niemalże oficjalnie starała się wykorzystać głęboki kryzys ekonomiczny, w którym znalazła się Ukraina, aby zapędzić ją do narożnika, udowodnić, że Ukraińcy nie są wstanie rozwiązywać swoich problemów, zdyskredytować ich w oczach Europy i światowej opinii publicznej. Im bardziej zdyskredytowana Ukraina, mają nadzieję rosyjscy “życzliwi”, tym mniejsze szanse, że Zachód będzie dążył do przyjęcia tego niestabilnego i nękanego kłótniami państwa do swoich struktur, a tym bardziej do NATO. Tym sposobem Ukraina pozostanie w rosyjskiej strefie wpływu.

Trudno nie zgodzić się z tymi obserwatorami, którzy w konflikcie gazowym 2009 roku między Rosją i Ukrainą, który miał ogólnoeuropejskie konsekwencje, dopatrywali się przyczyn politycznych. “Rosyjskie działania w okresie kryzysu, w tym nieoczekiwane wstrzymanie dostaw w momencie, w którym, wydawać by się mogło, porozumienie ( z Ukrainą – L. Sz. ) było tak blisko, dowodzą, iż motywacja do tych działań nie miała charakteru czysto komercyjnego, - wskazuje Anders Aslund – Należy jej szukać w sferze politycznej i w dążeniu Kremla do destabilizacji Ukrainy, wskazaniu jak bardzo niekorzystna jest dla wschodnich słowian demokracja przy jednoczesnym podtrzymywaniu patriotycznych haseł: “Ukraińcy powinni nam zapłacić !” W podobnym duchu wnioski wyciąga Władimir Milow: “Dlaczego Moskwa zdecydowała się na tak drastyczne działania, które podważały stabilność rosyjskiego tranzytu gazu do Europy, tym bardziej, iż niebezpieczeństwo utraty ciągłości dostaw było realne już w styczniu 2006 roku ? … Rosja zagrała va-banque, nie zważając na konsekwencje finansowe ( wstrzymanie tranzytu europejskiego kosztuje Gazprom do 150 mln USD na dobę ) i prawdopodobną reakcję Europy. Tak twarda postawa przypomina zachowanie rosyjskich władz w trakcie sierpniowego konfliktu w Gruzji. Być może, mamy tu do czynienia z polityką nowego typu wobec państw post sowieckich, które artykułują kurs prozachodni – polityką ostrych form nacisku.” Tak, faktycznie, Milow ma rację. Polityka rosyjska w trakcie zimnej “wojny gazowej” dążyła do realizacji tych celów, które Moskwa chciała osiągnąć w Gruzji nieco wcześniej w okresie wojny “gorącej” – powstrzymać marsz tych krajów na Zachód i jednocześnie ukarać je za wyrażenie takich chęci, a także ogólnie za nielojalność w stosunku do Moskwy. Stary i doświadczony polityk Leonid Kuczma, były ukraiński prezydent, nie wahał się charakteryzując strategię Kremla: “Jestem więcej niż pewny, że Rosja stara się ukarać Ukrainę za jej niepokorną z rosyjskiego punktu widzenia postawę w trakcie konfliktu gruzińskiego” ( ówcześnie Ukraina popierała Gruzję – L. Sz. ).

Ostatecznie, również rządzący Rosją zostali zmuszeni do potwierdzenia, iż konflikt miał podłoże polityczne. Niemniej jednak rosyjska interpretacja wydarzeń miała specyficzny charakter, odpowiedzialność za “konflikt gazowy” zrzucano wyłącznie na ukraińską elitę i jej kłótliwość, a także na pewne super państwo – oczywiście, Amerykę, która miała rzekomo “firmować” działania Ukrainy. Oto w jaki sposób sam Putin starał się wyjaśniać przyczyny konfliktu. W trakcie spotkania z niemiecką stacją telewizyjną ARD Putin oświadczył: “Obecnie wielu ludzi ( na Ukrainie – L. Sz. ) jest rozczarowanych. Byli liderzy “pomarańczowej rewolucji” nie spełnili oczekiwań narodu i stracili zaufanie społeczne. Walka polityczna przekształciła się w kłótnie między klanami. Klany te nie budują demokracji i rynku, ale starają się realizować swoje osobiste ambicje i uzyskać dostęp do źródeł finansowych. Jednym z nich jest handel rosyjskim gazem, zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz kraju.” Nawet jeśli powyższa analiza ukraińskiej rzeczywistości ma swoje uzasadnienie to jednak dziwnym jest słyszeć tego typu oskarżenia z ust człowieka, który stracił tak wiele sił na walkę z “pomarańczową rewolucją”, a także na dławienie demokracji w Rosji i na zabezpieczenie monopolu jednego z klanów rosyjskich. Co więcej, wątpliwe jest czy wstrzymanie dostaw gazu na Ukrainę ( i do Europy ) oraz chęć zdyskredytowania Ukrainy może być uznana za skuteczną pomoc dla narodu ukraińskiego, o los którego tak niepokoi się rosyjski lider.

Ze swej strony, przedstawiciel Gazpromu Aleksander Miedwiediew był znacznie bardziej szczery. Oświadczył, iż “nie wyklucza możliwości”, że to inne państwo może “kontrolować działania Kijowa”. “Inne państwo” jak można się domyślić to Ameryka. Jak tylko pojawił się czynnik amerykański wszystko stało się zrozumiałe. Można uznać za regułę: kiedy rosyjska elita stara się bronić swoich interesów, zwraca się ku Ameryce, będącej nieustannym uzasadnieniem działań tejże elity.

Zauważmy, że dla rosyjskich elit rządzących jest to już standardem kiedy straciwszy masę energii i środków potwierdza ( który to już raz ! ) aksjomat Czernomyrdina: “Chcieliśmy jak najlepiej …”. Były zastępca prezesa zarządu Gazpromu Aleksander Riazanow, mówiąc o przyczynach “wojny gazowej” Moskwy z Kijowem przyznał, iż jego zdaniem, Gazprom przegrał tą wojnę z kretesem: wydobycie gazu spadło o 14%, a straty finansowe Gazpromu w związku z konfliktem wyniosły 1,8 mld USD. To była jednak tylko część ceny, którą przyszło zapłacić Rosji za kremlowską strategię wobec Ukrainy. Ile jeszcze przyjdzie zapłacić za straty wizerunkowe i związaną z tym możliwość przeorientowania polityki energetycznej Europy, o tym dopiero się przekonamy.

Aksjomat Czernomyrdina został potwierdzony kolejny raz kiedy w marcu 2009 roku Unia Europejska i Ukraina podpisały wspólną deklarację o modernizacji ukraińskiego systemu gazowego, a UE przyznała Ukrainie na ten cel kredyt w wysokości 2,57 mld USD. Zgodnie z porozumieniem konsumenci europejscy uzyskali prawo kupna gazu na granicy ukraińsko – rosyjskiej ( do tego momentu gaz kupowany był na granicy Ukrainy i UE ). Był to ważny krok na drodze do włączenia Ukrainy w przestrzeń energetyczną i gospodarczą Europy oraz odpowiedź na działania Kremla. Co więcej, UE zaczęła przygotowywać alternatywę dla Rosji do tej pory będącej głównym dostawcą energii, wyasygnowała około 4 mld Euro na projekty, które powinny doprowadzić do zmniejszenia zależności Europy od rosyjskiego gazu. Największym z tych projektów będzie dobrze znany gazociąg “Nabucco”, który ma łączyć Azję Centralną z Europą z pominięciem Rosji ( na opracowanie BC tego gazociągu wyasygnowano już 200 milionów Euro ). Tym razem, nie zważając na kryzys i ograniczenia finansowe UE strząsnęła kurz z leżącego od dawna na półce “Nabucco” i oświadczyła, iż jest gotowa powrócić do tego projektu na poważnie. Działania Moskwy sprowokowały Unię Europejską do poszukiwania dróg ograniczenia swojej energetycznej zależności od Rosji. Należało naprawdę mocno się postarać aby zmusić nierychliwą Brukselę do działania.

Porozumienie UE i Ukraina, wydawać by się mogło, powinno ucieszyć Kreml i Gazprom. Przecież Europa de facto wzięła na siebie gwarancję stałych dostaw gazu i modernizacji ukraińskiego systemu przesyłowego. Kijów, będący dla Moskwy chronicznym alergenem, w istocie został wyłączony z procesu relacji gazowych Europy i Rosji. Jednak zamiast oddechu ulgi Moskwa wpadła w szał. Dlaczego ? Ponieważ od tego momentu Gazprom tracił możliwość wykorzystywania ukraińskiej “rury” i dyktowania swoich warunków zarówno Ukrainie jak i Europie. Kwestia ta ma szerszy kontekst: normalizacja “relacji gazowych” z Ukrainą pozbawiała rosyjską elitę jednego z ważniejszych instrumentów nacisku na Ukrainę. Reakcja Kremla, a w szczególności rosyjskich liderów, na porozumienie UE i Ukraina nie pozostawiała wątpliwości co do realnych przyczyn niedawnej “wojny gazowej” między Rosją a Ukrainą.

Jak bardzo niezdarnie i topornie nie wyglądałyby działania Kijowa w tym okresie, konflikt między Rosją i Ukrainą w sposób przekonujący zademonstrował, iż rzecz dotyczy zderzenia modeli rozwoju i wektorów ruchu: Ukraina wybrała kierunek zachodni, a Rosja nadal postrzegała siebie w postawie kontry wobec Zachodu. Ukraiński prezydent Wiktor Juszczenko miał wszelkie podstawy aby stwierdzić: “Walczymy o naszą niepodległość i suwerenność.” Kijów starał się obronić swoje suwerenne prawo do wyboru własnej drogi rozwoju. Wszystko sprowadza się do tego, że z tym kierunkiem nie zgadzała się Moskwa.

Innymi słowy, staliśmy się świadkami konfliktu cywilizacyjnego, który nie zawsze do tej pory był tak wyraźny w związku z wielością zderzających się interesów i sprzecznych kierunków. Przy czym sam spór Rosji i Ukrainy miała charakter przewlekły w związku z wahaniami po stronie Europy, która dążyła do rozstrzygnięcia konfliktu w taki sposób, aby w żadnym przypadku nie wywołać negatywnych emocji na Kremlu. To był przykład, jak europejskie stolice w imię bieżących interesów ( w danym przypadku energetycznych ) były zmuszone zrezygnować z normatywnego podejścia do problemu.

Należy stwierdzić, iż rosyjska elita stała się dla Ukrainy czynnikiem destabilizującym, który nie jest zainteresowany budową silnego i pełnowartościowego państwa ukraińskiego. Ukraina jest dla tej elity powodem i instrumentem służącym do legitymizacji militarno – państwowego paradygmatu, w którym elita ta stara się utrzymać Rosję. Znamienne w tym kontekście jest i to, iż na kwestii ukraińskiej zaczęli sobie łamać zęby również rosyjscy liberałowie, którzy zdołali jeszcze uchronić swoje zasady w okresie wojny kaukaskiej i w sierpniu 2008 roku nie przyłączyli się do potężnego imperialnego chóru. Charakterystyczne jak mocne są drzemiące siły zaborcze i wielkopaństwowe atawizmy także u tych ludzi, którzy wspierają ideę wolności w Rosji. Ci sami ludzie odmawiają wolności Ukraińcom widząc w nich niemądrych “braci mniejszych”.

Wypada się jeszcze zastanowić, dlaczego ci, którzy z liberalnych pozycji patrzą na wewnętrzny rozwój w Rosji, nagle odnajdują się w obozie państwowców i imperialistów, kiedy tylko rzecz dotyczy polityki zagranicznej Rosji, a zwłaszcza Ukrainy. Być może wierzą, iż Rosja może istnieć wyłącznie jako imperium, które ze swej strony w żaden sposób nie obejdzie się bez słowiańskich “dodatków” ? W takim przypadku należałoby im przypomnieć, że imperium nie może być demokracją i że imperia nie są wieczne.

Ukraiński prezydent Wiktor Juszczenko w wywiadzie przeprowadzonym przez głównego dyrektora “Echa Moskwy” Aleksieja Wenedyktowa w kwietniu 2009 roku tak tłumaczył trudności w relacjach między Rosją a Ukrainą: “Myślę, że problem nie leży po naszej stronie… Należy przestać opłakiwać rzeczy przeszłe. Należy zrozumieć, że Ukraina i Rosja dzisiaj to dwa niezależne narody, wolne narody, za którymi stoją także niezależne państwa, przy czym równe i suwerenne. Ku swojej suwerenności Ukraina szła przez setki lat. Jakże ważnym jest aby mieć przyjaciela, który poda ci rękę i powie: Nie jesteśmy po prostu twoimi sąsiadami, jesteśmy pierwszym krajem, któremu zależy na waszej suwerenności, na waszym rozwoju i demokratyzacji. Dalej będziemy iść ramię w ramię.” Na razie, niestety, rosyjska elita nie jest gotowa aby wyciągnąć dłoń w kierunku Ukrainy.

 

Rozdział Украина как веха pochodzi z książki: Лилия Шевцова, Одинокая держава. Почему Россия не стала Западом и почему России трудно с Западом, Москва 2000, с. 116–121.

Polecamy również artykuł tejże autorki Лилия Шевцова, Ежи Гедройц: российский взгляд umieszczony w czasopiśmie Новая Польша 2010, № 9, с. 3-6.